《 .:. 》

aby żywo żywić życie po życiu życiem gdyż pośpiech czasu trwa oczekująco 

Reklamy

ss..mook’a


w minięciu nadanym w mili chwili
by te nowiny fotografii zabić
w tymże momencie by nabyć
i zrazić za§ i zaciekawić by obawy
zagromadzić w barwy uniknięcia liń
wietrze giń
acz czyń w tchnueniu ostatnim
we względzie dodatnim
by martwym zastąpić siebie tu
brak słów znów by duch
zawziął w obecny buch
a puch z niego nabyty
okryć okrytym oczywiście
mgliście gdzieś w liście
by listem doborowo raczyć
oraz oznaczyć w znak pospolity
by samemu pozostać
ukrytym.

↓°↓•↓°↓•↓°↓○↓•↓•↓°↓•←•←•↓°←•→○☆○

zakryty namaszczeniem zabicia
z ukrycia ma do wypicia
znaki wszakodeźrebiego życia
ze zmycia w pokryciach szat
gra w grze tam gdzie siedzeń brak
więc za wszak ino wrak na szlak
gdzie szlag trafia co do dnia
widoki barwy wiatru w poprzek pcha
w jaki kolor kierunku gna
ten osobnik z obcego szczepu zna
ah…
a.

(Sie dzei) III. U’myšl e..

Zagmatwany w osłupieniu poskramia coraz to kolejne uliczki włócząc się gdzieś pomiędzy lewo a prawo wzdłuż swych namiętnych decyzji jakie podejmuje a tym ci zgarsza wedle uznania całokształt posuadania w sobie skrawku wyrozumiałości. Napawa się każdym byle jakim konturem co tworzy wszak postać rzeczy na przekór tego co się na codzień o przedmiocie wyobraża.

wprawdzie isrnienie tego to fikcja funkcji fantazji

Jedynie to z siebie wyksztusił na potrzebę sytuacji zaistniałej wobec niego przez całe te obecne tu postacie. Rozpowszechnia swe narośla okazałości wydobycia rozdania pełnych losowo talii kart tak by zaszufladkować wszak osobiwości.
Dojrzał jedynie swe okna na horyzoncie by znów zasilić się w ciszy zaległej już na samej drodze di bramy tak by w swych czterech ścianach zanurzyć swe poglądy.

dzięki bogu, że demony nie śpią

Rzeknął jedynue cicho pod nosem i zamilkł dla ich dusz.

(Sie dzei) II. By hołdzić

*ksztedąg*
Słysząc jedynie dobroć tego wydzwięku zastąpił zasiedzenie swe na powstanie wobec otaczających go metalowych rur i obręczy tak by wydostać się ze świata poruszającego się sześcianu na drzwi do wrót świata realnego tak by okiełznać swe począwszy od myśli po zalążków wydobycia czegokolwiek z ziemii tak by dosiąść swej prawdy na przekór czasami jakby także samemu sobie.
Wykonał krok co zderzył swe łącza w yderzenie fali lekkobywającego dzwięku dla oka.
Zakosztował się w nadobytej w tym momencie wszechrzeecczy pojęcia dla osiągnięcia manewrów między sobą, ścianami jak i wyrazów mimiki co tarzają się po horyzoncie dostrzerzenia tego co wszak go otacza tu i teraz po opuszczeniu tegożże pojazdu.

nie mi wiedzieć gdzie iść acz powrót to indywidualna kwestia

Wtenże moment zakroczył w nieobyte chyba budynki jak i w cel namysłu nad powstaniem tej teorii o wcześniejszym pobycie tutaj tak by upiększyć na każką ze stron obraz rozmycia pamięci by wyobraźnią zaczerpnąć tenże obraz na zapamiętanie by ów na potem mieć szlak zawrotny do swego miejsca zamieszkania.

(Się dzei) I. De dola

Mijał bezwonnie swe otoczenie poruszając się swobodnie po dnie swej osobowości tak naprawdę zasiadając między innymi tu zasiadłymi postaciami by dotrzeć w nieznano swe pewne miejsca tak by nikomu  i niczemu nie sprowadzić w zaszumienie mgły widoku podczas tejże jazdy zwykłym miejskim autobusem. Zerka co przystanek w nadmiar wszelkich twarzy i ocenia pojedynczo każdą krople z oceanu po kolei i ustawia w kolejce by zbłąkali się między wszechbytntmi budynkami tak by jego cień nie dojrzał promieni świateł lamp mocy nocy miasta. Siedzi acz w przód ciągle.

nie trawię tego enzymu społeczeństwa dla masy zdobywczej wyłącznie swego mięsa dla świadomości

Tylko to nasunął wszak otwarcie ku swym dojrzeniom.

palmatkieś

gdy pod drzewami spędzany czas wolny
mknę swawolny w stan spokojny
ukojny się staję w przedziale
gdzie korzeń nadaje podstawe
na kawe
zaś w krysztale stale chwale
swą wiarę, dlatego też słowa swe kłade
tak jak te palme na lade
ziemskiej powierzchni by kreślić
swe drogi w obyt swego ja
czas mnie zna acz ja go omijam
ta chwila gdy kawa wystyga
czas na ranek
czas zasypiać.

tutłem

prawostyczne nakładki stswienia się z nikàdś
swe minąć pośród imion
co płyną by ginąć w oddali
chwali wśród astrali rozlany wykładnik
składnik co podajnik rysuje
psuje i pruje w nagonce kamienie z serca
i wwierca się na pomieszek nabytych
zużytych
w wynik krzywych wrażeń
zdarzeń ukrytych na wymig lichych
mi pustek
uschłem.

po tak t.


zaczekany na postoju oczekując na własne zdanie
układam swe uczucia już dawno rozwiane
wraz z tym co dłoniach zwijane
związuję mą bandanę
w z prawem na lewo co krok do przodu
by z nałogu co sili populi ogół
działał tak samo rano i po zmroku
by w sekfencjachch obu wykazać
tendentność by wyrażać
i napawać się jakże gorzko szczęściem
tendencje wysławiać napełnieniem
co słodzi gorzkie swym wdziękiem
a na prędce narasta w staranla
wedle nietyczącego siebie wzkazania
przysłania otwarte segmenty istoty życia
w reakcji bycia…
dla celu sensu marzeń chęci spełnienia
skupia się na wspak
w strefy swego cienia
tabu wobec nieznajomych…
mi brak.